- No to chodźmy L-Idąc przez
„— No to chodźmy L
Idąc przez ciemne ulice rozmawiali z sobą jak dwoje starych przyjaciół. Krystyna opowiadała o swym życiu, nie skarżąc się ani nie litując nad sobą.
— Czyś pozowała kiedy — zapytał Vincent.
— Dawniej, gdy byłam młoda.
— Mogłabyś mi teraz pozować. Nie mogę dużo płacić, nawet franka dziennie, ale później, gdy będę sprzedawał moje obrazy, będziesz dostawała dwa franki. Zawsze to lepiej niż prać.
— To byłoby cudowne. Przyprowadziłabym syna.
Mógłbyś go malować za darmo. Jak ci się znudzę, to możesz malować moją matkę. Chętnie zarobi od czasu do czasu franka. Chodzi na posługi.
Przyszli wreszcie pod dom, w którym mieszkała Krystyna. Dom był nie tynkowany, jednopiętrowy. Jej pokoik — maleńki i skromny — miał osobne wejście; jednobarwna tapeta nadawała mu ton spokojny, „jak na obrazach Chardina" — pomyślał yincent. Na podłodze leżała mata i czerwony dywanik. W jednym kącie stal zwyczajny piec kuchenny, w drugim komoda. W środku wielkie łóżko. Prawdziwy pokój robotnicy.
Kiedy Vincent obudził się nazajutrz rankiem i poczuł, że nie leży sam, że ma przy sobie innego żywego człowieka, świat wydał mu się znacznie bardziej przyjazny. Ból i samotność znikły, głęboki spokój napełnił mu serce.“(5)
<<<< nła hormonalne brak
| - Dziesięć - stwierdził - Chyba >>>>